Mydło japońskie nowa  - jak chińskie marki podszywają się pod polskie produkty

Mydło z persymoną – jak chińscy sprzedawcy udają polskie marki

Persymona (kaki) to jedna z najszybciej rosnących nisz w polskiej kosmetyce, a rosnący popyt przyciąga sprzedawców, którzy budują pozornie polskie lub japońskie marki na produktach wytwarzanych i wysyłanych z Chin. Nie chodzi wyłącznie o gorszą jakość — chodzi o to, że w takim zakupie zwykle nie ma nikogo, kto odpowiada za bezpieczeństwo kosmetyku na terenie Unii Europejskiej. Poniżej pokazujemy skalę zjawiska w liczbach, mechanizm, którym posługują się nieuczciwi sprzedawcy, oraz konkretne kroki, dzięki którym w kilka minut sprawdzisz, kto naprawdę stoi za kostką mydła lub żelem z persymoną.

Spis treści

Skala problemu w liczbach: Safety Gate i ostrzeżenia UOKiK

Unijny system szybkiego ostrzegania o niebezpiecznych produktach Safety Gate publikuje dane, które w przypadku kosmetyków wyglądają wyjątkowo niekorzystnie. W 2024 roku państwa uczestniczące w systemie zgłosiły 4137 ostrzeżeń, z czego 61% dotyczyło produktów z Chin, a 170 zgłoszeń pochodziło z Polski[1]. Rok później liczby były jeszcze wyższe: 4671 ostrzeżeń w 2025 roku, ponad 2 tysiące z nich dotyczyło towarów z Chin[2]. W obu latach kosmetyki były najczęściej zgłaszaną kategorią produktów — częściej niż zabawki i sprzęt elektryczny.

Drugą liczbą, która pokazuje mechanikę tego rynku, jest wolumen przesyłek. W 2024 roku na rynek unijny trafiło 4,6 mld małych paczek, z czego 91% wysłano z Chin[2]. Przy takiej skali kontrola celna i nadzór rynku obejmują wyrywkowo niewielki ułamek towaru, a ciężar weryfikacji faktycznie przenosi się na kupującego.

Regulatorzy reagują, ale reakcja dotyczy platform, nie pojedynczych ofert. Komisja Europejska nałożyła na Temu grzywnę 200 mln euro za brak należytej oceny ryzyka związanego z oferowaniem nielegalnych produktów[3], a wobec AliExpress zastosowała karę 550 mln euro za niedostateczne ograniczanie sprzedaży towarów nielegalnych, niebezpiecznych i podrobionych[4]. Kary nie usuwają jednak z sieci konkretnej oferty mydła bez etykiety po polsku i bez danych osoby odpowiedzialnej — dlatego praktyczna umiejętność weryfikacji sprzedawcy jest dziś częścią zakupów kosmetycznych.

Wniosek praktyczny: kosmetyki są kategorią o najwyższej liczbie zgłoszeń w Safety Gate, a większość zgłoszeń dotyczy towaru z jednego kierunku. Zakup „na obrazek i cenę” w tej kategorii jest po prostu statystycznie ryzykowniejszy niż w innych.

Mechanizm: pozornie polski butik, paczka z Shenzhen

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów opisał ten schemat wprost. Do UOKiK trafiają skargi na sprzedawców, którzy podszywają się pod polskie marki i kuszą dużymi promocjami, choć faktycznym sprzedawcą jest podmiot azjatycki, najczęściej z Chin[5]. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wskazywał, że tacy przedsiębiorcy wprowadzają w błąd co do pochodzenia biznesu i towarów, co uderza zarówno w konsumentów, jak i w reputację firm, pod które się podszywają[5].

Powtarzalne elementy tego schematu, wymieniane przez urząd, są zaskakująco proste:

  • nazwa sklepu zbudowana z imienia, nazwiska lub nazwy polskiej miejscowości z dopiskiem typu „butik” albo „moda”;
  • domena łudząco podobna do istniejącej marki, różniąca się jednym znakiem lub rozszerzeniem;
  • opis podkreślający rodzinny charakter firmy i „wieloletnią tradycję”, czasem połączony z komunikatem o likwidacji i wyprzedaży;
  • reklamy sponsorowane na Facebooku i Instagramie, kierujące na stronę z licznikami i presją czasu;
  • niepełne dane przedsiębiorcy oraz polityka zwrotów ukryta lub wskazująca adres zwrotu w Azji[6].

Osobnym problemem jest ukryty dropshipping, czyli model, w którym właściciel strony nie jest faktycznym sprzedawcą, lecz pośrednikiem, i nie informuje o tym jasno w regulaminie[6]. Sam dropshipping jest legalny. Problem pojawia się wtedy, gdy konsument dowiaduje się o rzeczywistym pochodzeniu towaru dopiero przy reklamacji. Biuro prasowe UOKiK opisywało typowe skutki: bardzo niską jakość towaru, długie terminy dostaw, brak odpowiedzi na reklamacje oraz koszty zwrotu do kraju azjatyckiego przewyższające wartość zamówienia[7]. W praktyce oznacza to, że prawo do zwrotu formalnie istnieje, ale ekonomicznie przestaje mieć sens.

Warto zauważyć jedną rzecz: opisany schemat opiera się na sugerowaniu pochodzenia, a nie na jego deklarowaniu. Nazwa brzmiąca po polsku, słowo „japońskie” w tytule oferty albo grafika w stylu azjatyckiego opakowania to komunikaty, których nikt nie musi potem udowadniać. Dane, które faktycznie da się sprawdzić, znajdują się w innym miejscu — w regulaminie, na etykiecie i w rejestrach.

Wniosek praktyczny: nazwa marki i stylistyka opakowania nie są informacją o pochodzeniu produktu. Informacją o pochodzeniu są dane osoby odpowiedzialnej i kraj pochodzenia na opakowaniu.

Dlaczego akurat persymona stała się celem

Kosmetyki z persymoną mają dwie cechy, które czynią z nich atrakcyjny target dla sprzedawców nastawionych na szybki obrót: rosnący, konkretnie zdefiniowany popyt i bardzo słabą wiedzę rynku o tym, jak taki produkt powinien wyglądać.

Popyt ma solidne podstawy. W 2001 roku zespół pod kierunkiem Shinichiro Haze opublikował badanie, w którym 2-nonenal — nienasycony aldehyd o tłustawo-trawiastym zapachu — wykryto wyłącznie u osób w wieku 40 lat i starszych[8]. Związek ten powstaje w wyniku utleniania jednonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-7 na powierzchni skóry i jest głównym nośnikiem zapachu, który potocznie kojarzy się z wiekiem. Późniejsze prace sprawdzały, czy da się z nim coś zrobić za pomocą polifenoli: w badaniu z udziałem 20 mężczyzn w wieku 43–75 lat, którzy przez cztery tygodnie używali mydła z kompleksem polifenoli z herbaty oolong, zielonej herbaty, tienchy i cierpkiej persymony, ilość 2-nonenalu wydzielanego przez ciało istotnie się zmniejszyła[9]. Mechanizm nie jest więc marketingową opowieścią: taniny persymony wiążą cząsteczki odpowiedzialne za zapach.

Słabym punktem jest natomiast wiedza o dawce. Skuteczność w cytowanych badaniach dotyczyła skoncentrowanych ekstraktów, a nie soku czy liści — ta różnica jest wprost podkreślana w opracowaniach popularyzujących temat[10]. Tymczasem informacja o stężeniu ekstraktu praktycznie nigdy nie pojawia się na opakowaniu, a w składzie INCI wystarczy śladowa ilość, żeby „ekstrakt z persymony” znalazł się na liście. Kupujący, który nie ma jak porównać dawki, porównuje to, co widzi: słowo „japońskie” w tytule i cenę.

Efekt tej asymetrii widać w samych zapytaniach. Wśród podpowiedzi wyszukiwania w polskich serwisach zakupowych pojawiają się frazy w rodzaju „mydło persymona japońskie nowa”, „mydło japońskie nowa z persymony” czy „japońskie mydło z persymony nova”, a wśród filtrów ofert — miejsce wysyłki obejmujące Chiny[11]. Kupujący szukają nazwy, którą zapamiętali z reklamy, i deklaracji „japońskie”, nie zaś producenta czy podmiotu odpowiedzialnego. To dokładnie ta luka, w którą wchodzą oferty pozorujące pochodzenie.

Wniosek praktyczny: w kosmetykach z persymoną znaczenie ma stężenie ekstraktu, a nie kraj wymieniony w tytule oferty. Jeśli producent nie podaje stężenia, nie masz podstaw, żeby oczekiwać efektu z badań.

Jak w pięć minut sprawdzić, kto odpowiada za kosmetyk

Prawo daje tu bardzo konkretne narzędzia. Zgodnie z art. 19 rozporządzenia (WE) nr 1223/2009 na opakowaniu kosmetyku muszą znaleźć się m.in. nazwa i adres osoby odpowiedzialnej, a w przypadku produktów importowanych — kraj pochodzenia[12]. Osoba odpowiedzialna to podmiot z siedzibą w Unii, który gwarantuje zgodność produktu z przepisami i odpowiada za dokumentację bezpieczeństwa. Kosmetyk sprowadzony z Chin i sprzedawany legalnie w Polsce musi więc mieć na opakowaniu unijny adres oraz informację o kraju pochodzenia. Brak tych danych nie jest niedopatrzeniem graficznym — to informacja o statusie produktu.

Od 13 grudnia 2024 roku dochodzi do tego druga warstwa obowiązków. Rozporządzenie (UE) 2023/988 (GPSR) wymaga, żeby najważniejsze informacje identyfikujące produkt i podmiot odpowiedzialny za jego bezpieczeństwo były dostępne konsumentowi już na etapie przeglądania oferty, a nie dopiero po dostawie[12]. Karta produktu w sklepie internetowym powinna zatem zawierać dane osoby odpowiedzialnej i ostrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa. Jeżeli ich nie ma, oferta jest niekompletna w rozumieniu przepisów.

W praktyce wystarczy przejść przez pięć punktów:

  1. Karta produktu. Sprawdź, czy podano nazwę i adres osoby odpowiedzialnej oraz pełny skład INCI. Zdjęcie opakowania z etykietą jest lepszym sygnałem niż render.
  2. Etykieta po polsku. Kosmetyk oferowany polskiemu konsumentowi powinien mieć wymagane informacje w języku polskim, a nie wyłącznie po angielsku, japońsku czy chińsku.
  3. Regulamin i zwroty. Poszukaj adresu, na który odsyła się towar. Adres w Azji przy „polskiej” marce oznacza, że zwrot będzie kosztować więcej niż zamówienie.
  4. Dane firmy w rejestrach. NIP lub numer KRS z regulaminu sprawdzisz w CEIDG albo w Krajowym Rejestrze Sądowym. Brak numeru identyfikacyjnego to sygnał ostrzegawczy sam w sobie.
  5. Miejsce wysyłki na marketplace. Na platformach sprzedażowych informacja o kraju wysyłki jest jawna i filtrowalna — warto z niej korzystać przed zakupem, nie po.

Jeżeli mimo to trafisz na nieuczciwą ofertę, masz kilka ścieżek: reklamację płatności kartą (chargeback), pomoc rzecznika konsumentów przy sklepach działających w Polsce, Europejskie Centrum Konsumenckie przy sprzedawcach z siedzibą w UE oraz zgłoszenie incydentu do CERT Polska w przypadku fałszywych sklepów[13].

Wniosek praktyczny: nie musisz oceniać jakości kosmetyku na odległość. Wystarczy sprawdzić, czy jest ktoś, kto formalnie za niego odpowiada — i czy ten ktoś ma adres w Unii.

Persimed: żel z persymoną wytwarzany w Polsce

Tworzymy Persimed w odwrotnej kolejności niż opisane wyżej oferty: najpierw formuła i podmiot odpowiedzialny, potem komunikacja. Nasz żel z persymoną jest wytwarzany w Polsce, a za jego zgodność z rozporządzeniem 1223/2009 odpowiada polska spółka wskazana na opakowaniu. Oznacza to konkretne rzeczy dla kupującego: etykietę w języku polskim, pełny skład INCI, adres, pod który można napisać reklamację, oraz zwrot realizowany w kraju, a nie do magazynu w Shenzhen.

Drugą różnicą jest stężenie. Ekstrakt z persymony stanowi w naszej formule 5% — jest składnikiem aktywnym, a nie pozycją dopisaną na końcu listy INCI, żeby uzasadnić nazwę produktu. Uzupełniają go wyciągi, które w cytowanych badaniach nad 2-nonenalem występowały obok persymony lub działają w tym samym kierunku: zielona herbata (katechiny), kurkuma, figa i papaja. Ta ostatnia grupa pełni funkcję wspierającą — nie zastępuje tanin persymony, ale poprawia oczyszczanie i pielęgnację skóry.

Nie twierdzimy, że owoc persymony rośnie w Polsce, bo nie rośnie — surowiec pochodzi stamtąd, gdzie kaki jest uprawiane. Polskie jest to, co można sprawdzić i za co ktoś odpowiada: produkcja, dokumentacja bezpieczeństwa, podmiot odpowiedzialny, obsługa klienta i logistyka zwrotów. W kategorii, w której najczęstszym problemem jest brak jakiegokolwiek adresu w Unii, to nie detal.

Produkt jest w tej chwili na etapie przedpremierowym. Zapisanym na listę oczekujących udostępniamy 30% rabatu na pierwsze zamówienie oraz informację o starcie sprzedaży.

Podsumowanie i lista kontrolna przed zakupem

Rynek kosmetyków z persymoną w Polsce jest dziś w fazie, w której popyt wyprzedził świadomość zakupową. Dane Safety Gate pokazują, że kosmetyki są najczęściej zgłaszaną kategorią niebezpiecznych produktów, a większość zgłoszeń dotyczy towaru z jednego kierunku[1][2]. UOKiK opisuje utrwalony schemat podszywania się pod polskie marki i ukrywania dropshippingu[5][6]. Jednocześnie mechanizm działania tanin persymony na 2-nonenal ma podstawy w badaniach[8][9] — nisza jest realna, więc będzie przyciągać kolejne oferty pozorujące pochodzenie.

Pięć wskazówek, które warto zastosować przy każdym zakupie kosmetyku z persymoną:

  1. Szukaj na opakowaniu nazwy i adresu osoby odpowiedzialnej z siedzibą w UE, a przy produktach importowanych — kraju pochodzenia. To wymóg art. 19 rozporządzenia 1223/2009, nie dobra praktyka[12].
  2. Traktuj słowa „japońskie”, „oryginalne” czy polsko brzmiącą nazwę marki jako element opisu, nie jako informację o producencie.
  3. Przed zakupem przeczytaj politykę zwrotów i sprawdź adres, na który odsyła się towar.
  4. Zweryfikuj NIP lub KRS sprzedawcy w CEIDG albo KRS — zajmuje to minutę.
  5. Pytaj o stężenie ekstraktu. Producent, który zna swoją formułę, poda liczbę; oferta oparta na wizerunku najczęściej tego uniknie.

Najprostsza wersja tej listy: kupuj tam, gdzie wiadomo, kto odpowiada za produkt, i gdzie reklamacja kończy się w Polsce, a nie w Chinach.

Najczęstsze pytania

Czy mydło z persymoną wysyłane z Chin jest nielegalne?
Nie samo pochodzenie decyduje o legalności, ale spełnienie wymogów. Kosmetyk udostępniany na rynku UE musi mieć osobę odpowiedzialną z siedzibą w Unii, wymagane oznakowanie — w tym kraj pochodzenia przy produktach importowanych — oraz informacje dostępne w ofercie internetowej zgodnie z GPSR[12]. Oferta, która tych elementów nie zawiera, jest niezgodna z przepisami niezależnie od tego, jak brzmi nazwa marki.

Skąd mam wiedzieć, że kupuję od polskiego podmiotu?
Z regulaminu i danych rejestrowych, nie z nazwy sklepu. UOKiK wprost wskazuje, że nazwy zawierające polskie imię, nazwisko lub nazwę miejscowości bywają elementem podszywania się pod rodzime marki[5]. Sprawdzenie NIP w CEIDG lub numeru KRS zajmuje mniej czasu niż czytanie opinii.

Czy każdy kosmetyk z persymoną w składzie działa na zapach ciała?
Nie ma podstaw, żeby tak zakładać. Badania dotyczyły skoncentrowanych ekstraktów polifenolowych, a nie dowolnej ilości surowca w składzie[9][10]. Bez informacji o stężeniu obecność persymony na liście INCI nie mówi nic o skuteczności produktu.

Przypisy

  1. Państwa Unii zgłosiły w zeszłym roku rekordową liczbę niebezpiecznych produktów – BiznesAlert (dane Safety Gate za 2024 r.)
  2. Chińskie platformy na celowniku UE. Niebezpieczne produkty i uzależniające aplikacje – TVN24 Biznes (dane Safety Gate za 2025 r.)
  3. Komisja nakłada na Temu grzywnę w wysokości 200 mln euro za naruszenie aktu o usługach cyfrowych – Europe Direct Opole
  4. Rekordowa kara dla AliExpress. Unia Europejska uderza w handel podróbkami z Chin – My Company Polska
  5. Sprzedawcy z Chin podszywają się pod polskie marki – Money.pl (komunikat UOKiK)
  6. Fałszywe sklepy i ukryty dropshipping – internetowe promocje pod lupą UOKiK – Prawo.pl
  7. Chińskie sklepy udają polskie i generują kłopoty – Dziennik Łódzki (wypowiedź biura prasowego UOKiK)
  8. Haze S. i in., 2-Nonenal newly found in human body odor tends to increase with aging – Journal of Investigative Dermatology, 2001 (PubMed)
  9. Preventive effect against the aged men's body odor by the soap containing polyphenol – ResearchGate
  10. 2-Nonenal and That Old People Smell – BBD Nutrition
  11. Persymona mydło – listing i podpowiedzi wyszukiwania, Allegro
  12. Wymogi prawne przy sprzedaży kosmetyków przez internet: art. 19 rozporządzenia 1223/2009 i GPSR – IdoSell
  13. UOKiK ostrzega przed nowym oszustwem. Fałszywe sklepy podszywają się pod polskie marki – InnPoland
Adam Wojda
Redakcja portalu drogeriazagraniczna.pl